00:04
Czwartkowy wieczór 28 stycznia 2010 roku. Zasypana śniegiem kanadyjska prowincja Ontario. Policjantka z lokalnego patrolu zauważa nieprawidłowo zaparkowanego SUVa, który stoi nieopodal jednego z domów. Zatrzymuje radiowóz, ogląda auto, podchodzi do domu i puka. Cisza.
00:26
Postanawia dłużej nie zawracać sobie tym głowy. Zanim odjedzie zapisuje jeszcze markę modeli kolor samochodu, nie notuje numeru rejestracyjnego. No i właśnie ten brakujący szczegół okaże się kluczowy dla śledztwa. Laboratorium Zbrodni Nauka w służbie kryminalistyki.
00:46
Podcast twórców Crazy Nauki we współpracy z Polskim Radiem.
00:51
Dzień dobry, tu Ola Stanisławska.
00:53
I Piotrek Stanisławski. Witamy w kolejnym odcinku Laboratorium Zbrodni, tej serii, w której sprawami kryminalnymi zajmujemy się z punktu widzenia nauki. No i tego oczywiście, jak wpływa ona na prace śledczych. My tworzymy również podcast Crazy Nauka.
01:09
I oczywiście bardzo Państwu dziękujemy za komentarze i uwagi. Szczególnie polecanie naszego podcastu innym osobom to jest naprawdę bardzo ważne dla nas. Jeżeli Państwo jeszcze nie subskrybują Laboratorium Zbrodni, to właśnie teraz jest bardzo dobry moment na to, żeby to zrobić.
01:26
A dziś opowiemy o kanadyjskim śledztwie, w którym odcisk opony na śniegu doprowadził policję do gwałciciela i mordercy, jak się okazało przy okazji bardzo wpływowego człowieka.
01:39
I tu ważna uwaga, mówimy o prawdziwych zdarzeniach. W tym odcinku pojawią się informacje związane z gwałtami, torturami i morderstwami.
01:48
Jeżeli słuchają nas osoby wrażliwe, zmagające się ze stanami lękowymi lub mające za sobą traumatyczne doświadczenia, treści te mogą być dla nich nieodpowiednie.
01:57
Jeśli więc ktoś czuje, że te tematy mogą mieć na niego negatywny wpływ, to zachęcamy do wybrania innego podcastu albo odsłuchania tego materiału w momencie, kiedy będą Państwo na to gotowi.
02:08
Dbajmy o swoje zdrowie psychiczne. Słuchasz podcastu Laboratorium Zbrodni.
02:15
Wróćmy teraz do tego samego czwartkowego wieczoru 28 stycznia 2010 roku. Ten dom, pod którym zatrzymała się policjantka należy do 27-letniej Jessica Lloyd. Mieszka tu sama na obrzeżach Belleville. Miasto i okoliczne pola szczelnie przykrywa teraz śnieg. Zimy są tu naprawdę ostre.
02:37
O 22.36 Jessica wysyła ze swojego domu smsa do znajomego, a potem milknie. Następnego dnia bez zapowiedzi nie pojawia się w pracy, nie odbiera telefonu, nie daje znaku życia. Dla bliskich od razu jest jasne, że coś jest bardzo nie tak, bo to zupełnie do niej niepodobne.
02:57
Ruszają poszukiwania. 30 stycznia policja w Belleville zwraca się do mieszkańców z prośbą o pomoc w odnalezieniu Jessica. Zastępca komendanta zapewnia publicznie, że zrobi wszystko co w jego mocy, żeby bezpiecznie sprowadzić ją do domu. Następnego dnia nad okolicą lata policyjnych helikopter. Funkcjonariusze przeczesują teren wzdłuż jednej z lokalnych dróg. Sprawa szybko porusza całą społeczność. Do grupy na Facebooku założonej po to, żeby odnaleźć Jessica dołączają ponad 34 tysiące osób.
03:34
Tyle, że policja nie ma czego się uchwycić, bo nikt niczego nie widział, w domu nie ma żadnych pomocnych śladów. Dopiero po pewnym czasie uwagę śledczych przyciągają dwa szczegóły. Świeże odciski butów na tyłach domu Jessica oraz równie świeży odcisk bieżnika na śniegu nieopodal jej posesji. Wygląda to tak jakby jakiś samochód zjechał z drogi, zatrzymał się, ktoś z niego wysiadł i podszedł do domu od tyłu, a potem odjechał. Czy to mógł być porywacz?
04:05
No a tutaj problem polega na tym, że trop nie jest zbyt mocny, bo mnóstwo samochodów jeżdżących po Kanadzie ma opony tej samej marki, tego samego modelu i w tym samym rozmiarze. Mnóstwo butów ma podobne bieżniki. Szanse na złapanie sprawcy na tej podstawie wydają się niemal zerowe, a jednak policja postanawia iść właśnie tym śladem.
04:29
Śledczy nie wiedzą jeszcze jak skomplikowaną sprawę mają przed sobą. Żeby to zrozumieć trzeba się cofnąć o 4 miesiące do września 2009 roku i przenieść się do Tweed na północ od Belleville. To niewielka gmina z gatunku tych, w których ludzie znają sąsiadów po imieniu i rzadko zamykają drzwi na klucz. Takie spokojne miejsce, do czasu spokojne.
04:54
No bo po tweet krąży seksualny drapieżca. Ofiarę wybiera z rozmysłem. Obserwuje, sprawdza, która kobieta mieszka sama, która nie ma w pobliżu siebie partnera, a która nocą może być całkiem bezbronna. Mężczyzna działa po zmroku i zasłania twarz. Na głowę naciąga cienką czapkę, a usta i nos zakrywa zimową opaską. Do domów dostaje się przez okna, przecina albo wyjmuje moskitierę, podnosi szybę, flizguje się do środka.
05:26
Ma przy sobie ciężką latarkę i scyzoryk.
05:29
W nocy, 17 września, włamuje się do domu jednej z mieszkanek Tweed. Kobieta śpi. Napastnik staje nad nią, a po chwili uderza ją latarką w głowę. Kiedy ofiara próbuje się bronić, obezwładnia ją i wiąże jej ręce za plecami. Z scyzorykiem rozcina jej ubranie i napastuje ją seksualnie. Robi zdjęcia. Przez cały czas powtarza, że nie zrobi jej krzywdy. Kobieta błaga o litość, mówi o swoim dziecku, 8-miesięcznej córeczce, która śpi w sąsiednim pokoju. Boi się o nią, no i o własne życie.
06:00
Po wszystkim napastnik zabiera część jej bielizny i wychodzi tak cicho jak wszedł. Wraca do siebie, kładzie się spać, a kilka godzin później, jak gdyby nigdy nic, idzie do pracy. Kobietę zostawia żywą. Jej tożsamości nigdy nie ujawniono. W aktach sprawy figuruje jako Jane Doe, a jej prawdziwe dane chroni sądowy zakaz publikacji.
06:22
Dla policji to na razie pojedynczy sygnał. Jedna napaść, jeden nocny włamywacz. Śledczy decydują więc, że nie będą informować mieszkańców Tuit o tym, co wydarzyło się w ich okolicy. Ta decyzja będzie się za nimi ciągnąć jeszcze długo, bo ludzie nie wiedzą, że mają się czegoś bać.
06:40
Mijają nieco ponad dwa tygodnie. 30 września dochodzi do drugiej napaści, zaledwie trzy domy dalej. Tym razem ofiarą jest Lori Masicot. Napastnik wie, że kobieta jest w domu sama, bo jej partner akurat się teraz z nią nie widuje. Tego wieczoru Masi Kot zasypia na kanapie przed włączonym telewizorem. Budzi się nad ranem, przyduszona kocem. Ktoś z dużą siłą przyciska ją do kanapy i raz po raz bije po twarzy.
07:12
Napastnik najpierw próbuje ogłuszyć ją latarką. Kiedy to nie zadziała, zawiązuje jej oczy i obezwładnia ją. A potem wymyśla historię, mówi, że w domu jest kilku mężczyzn, którzy ją okradają, a on ma tylko pilnować, żeby im nie przeszkadzała. Masikot jest przerażona. Mówi wprost, że boi się, że zginie. On zapewnia ją, że jej nie zabije. Potem napastuje ją seksualnie. Znowu robi zdjęcia. Znowu zabiera bieliznę. Wszystko trwa 3,5 godziny. Potem sprawca znika, pozostawiając kobietę żywą.
07:44
Schemat się powtarza. Dopiero po tej drugiej napaści policja wydaje komunikat i ostrzega mieszkańców, że w okolicy działa przestępca seksualny.
07:54
Samo śledztwo już na początku idzie jednak w złą stronę. Masicott mówi policji, że głos napastnika przypominał głos jej sąsiada Larry'ego Jonesa. No i to wystarcza, żeby śledczy wdzieli go na celownik. Jones zostaje przesłuchany. Oddaje próbkę DNA, przychodzi badanie wariografem, no nic go nie obciąża, a mimo to część śledczych będzie podejrzewać go o te napaści jeszcze przez wiele miesięcy, no i to odciągnie częściowo uwagę od tego prawdziwego sprawcy.
08:26
Tymczasem rysopis podany przez Masikot w ogóle nie pasuje do Larry'ego Jonesa. Kobieta zapamiętała napastnika jako mężczyznę w wieku 30, może 40 lat, a Jones miał wtedy 65 lat. Na razie jednak nikt nie łączy tego co wydarzyło się w tweet ze zdarzeniami w Belleville, no a prawdziwy sprawca dopiero się rozkręca.
08:47
No i rzeczywiście kilka tygodni później posuwa się o krok dalej. 25 listopada 2009 roku w Brighton. Niespełna godziny drogi od tweet, we własnym domu ginie kobieta. To Marie-France Como, 38-letnia żołnierka w stopniu kaprala kanadyjskich sił zbrojnych.
09:08
Komodo rastała w bazach wojskowych w różnych częściach świata, tam akurat gdzie służył jej ojciec. Potem sama poszła jego śladem i wstąpiła do wojska. Służyła w Kanadzie i w Afganistanie, aż w końcu trafiła do wojskowej eskadry transportowej jako stewardesa. Obsługiwała loty z najważniejszymi osobami w państwie, m.in. z premierem i gubernator generalną na pokładzie.
09:30
To, co wydarzyło się w jej domu, śledczy odtworzą dopiero później. Napastnik dostał się do środka wcześniej, kiedy Komo nie było w domu i ukrył się w piwnicy za piecem. Wieczorem kobieta schodzi na dół, prawdopodobnie szukając jednego ze swoich kotów, który zniknął gdzieś w okolicy schodów. Wtedy go zauważa. Mężczyzna ma zasłoniętą twarz, więc Komo nie wie, kto stoi przed nią.
09:55
Dalej powtarza się znany już schemat, ale tym razem przemoc przekracza kolejny próg. Napastnik uderza kobietę w głowę ciężką latarką, tą samą, której używał wcześniej w tweet. Cios jest mocny, rana obficie krwawi. Mężczyzna krępuje ranną kobietę i przenosi ją na górę. Przez wiele godzin gwałci ją i torturuje. W pewnym momencie wnosi do pokoju dodatkowe lampy, żeby lepiej oświetlić scenę. Wszystko nagrywa.
10:23
Comot błaga go o życie. Mimo to nad ranem napastnik zakleja jej taśmą usta i nos. Nie zdejmuje taśmy tak długo, aż kobieta przestaje oddychać. Marie France Comot umiera. Dopiero po tym ostatecznym akcie przemocy sprawca wychodzi z jej domu i znów wtapia się w swoje codzienne życie.
10:44
Kiedy Komo nie stawia się w pracy i nie daje znaku życia jej partner, również żołnierz, zaczyna się niepokoić. W końcu jedzie do jej domu w Brighton, to on znajduje jej zmaltretowane ciało.
10:55
Sekcja zwłok nie pozostawia wątpliwości. To było zabójstwo. Na ciele kobiety technicy kryminalistyczni znajdują męskie DNA, jednak nie daje ono żadnego dopasowania w bazie danych. Sprawca pozostaje anonimowy. Muzyka
11:14
Na tym etapie śledczy mają na biurkach trzy oddzielne sprawy w dwóch różnych miejscowościach. Dwie napaści seksualne w Tweed i zabójstwo w Brighton. Choć te miejsca leżą stosunkowo blisko siebie, podlegają różnym jednostkom policji. Nie ma więc nikogo, kto od razu zestawiłby te zdarzenia i dostrzegł, że za wszystkim może stać ten sam człowiek.
11:36
Przełom przychodzi dopiero dwa miesiące po zabójstwie Marie-France Coman zimą 2010 roku. A dokładniej po tym jak w styczniu ze swojego domu w Belleville znika Jessica Lloyd, pracowniczka firmy zajmującej się transportem dzieci do szkół. To właśnie od tej sprawy rozpoczęliśmy naszą opowieść.
11:58
Po jej zaginięciu lokalne służby zostają postawione w stan najwyższej gotowości. Powstaje zespół zadaniowy, w którym pracują funkcjonariusze policji Prowincji Ontario, Miejskiej Policji z Belville, Policji z Ottawy oraz Wojskowej Służby Dochodzeniowej. I to właśnie ta grupa po raz pierwszy zestawia ze sobą cztery sprawy kryminalne z ostatnich pięciu miesięcy, czyli zniknięcie G-Skiloid, dwie napaści na kobiety w Tuit i zabójstwo żołnierki w Brighton. śledczy zaczynają szukać elementu, który mógłby te sprawy połączyć.
12:32
I wtedy na pierwszy plan wysuła się ślad opon odciśnięty w śniegu pod lasem, około 100 metrów od domu Jessica Lloyd. To póki co jedyny konkretny punkt zaczepienia, jakim policja dysponuje. Samochód być może należący do porywacza najwyraźniej zjechał tam z drogi i przejechał wzdłuż linii drzew. Są też ślady butów znalezione na tyłach domu. Odciski zostają zabezpieczone i trafiają do laboratorium, a tam okazuje się, że mogą powiedzieć więcej niż powszechnie się sądzi.
13:05
Bo badanie śladów opon, podobnie jak śladów butów, to jedna z najstarszych dziedzin kryminalistyki, zwana traseologią. Podstawowe założenia tej metody przypominają logikę znaną z analizy odcisków palców. Zarówno but, jak i opona, kiedy znajdą się na odpowiednim podłożu, pozostawiają wzór, który można później porównać z konkretnym egzemplarzem. No i w ten sposób da się taki obiekt zidentyfikować, przynajmniej w przybliżeniu, Pytanie tylko, jak wiele taki wzór może zdradzić?
13:39
Najwięcej zależy od podłoża. Twarda nawierzchnia jak asfalt czy beton daje zwykle płaski i powierzchniowy odcisk, często ledwie widoczny. Ale miękkie i plastyczne podłoże takie jak błoto, wilgotna ziemia albo właśnie śnieg potrafi zachować trójwymiarową, zaskakująco dokładną kopię bieżnika.
14:01
No i samo zabezpieczenie takiego śladu w śniegu jest oczywiście odrębną sztuką. Żeby przenieść odcisk do laboratorium, technicy wykonują z niego odlew. Najpierw bardzo delikatnie utrwalają zagłębienia, a potem zalewają je materiałem, który wypełnia każdy rowek bieżnika, najczęściej gipsem dentystycznym, a w przypadku śniegu czasem stopioną siarką. Ta szybko zastyga, wiernie oddaje detale i w mniejszym stopniu niszczy delikatny ślad. Po 20-30 minutach powstaje twardy, trójwymiarowy odlew, który wyglądem przypomina fragment prawdziwej opony albo podeszwy buta.
14:39
Skupmy się najpierw na oponach, których ślad specjaliści odczytują na trzech poziomach. Do butów wrócimy jeszcze później. Pierwszy poziom to cechy klasowe, czyli to wszystko co wynika z fabrycznej produkcji opony. Jej rozmiar, wzór bieżnika, układ rowków i jakichś tam bloków. Cechy klasowe są wspólne dla wszystkich opon danego modelu, więc pozwalają ustalić markę i typ opony, ale nie wskazują jeszcze konkretnego egzemplarza.
15:11
W takim rozpoznaniu pomagają specjalne bazy danych, w tym prowadzona przez FBI baza wzorów bieżników opon i podeszew butów, No i dzięki niej można dopasować ślad do konkretnego modelu, a czasem także sprawdzić w jakich samochodach był taki bieżnik, była taka opona montowana fabrycznie.
15:31
Drugi poziom to jest zużycie. Opona z czasem ściera się w sposób zależny od konkretnego auta, od stylu jazdy, od ustawienia kół, od przebiegu warunków, w jakich była używana. Bieżnik oczywiście robi się płytszy, czasem ściera się nierównomiernie. No i takie cechy już mocno zawężają krąg podejrzanych pojazdów, bo dwie opony tego samego modelu po kilkudziesięciu tysiącach kilometrów mogą wyglądać zupełnie inaczej.
15:58
No i wreszcie trzeci poziom, czyli cechy indywidualne. To są przypadkowe, niepowtarzalne uszkodzenia, takie jak nacięcie, rozdarcie, ślad po gwoździu, kamyk albo fragment szkła zaklinowany w rowku bieżnika. Każde takie uszkodzenie powstaje losowo i może należeć do tej jednej konkretnej opony. Jeżeli ślad z miejsca zdarzenia, opona z samochodu podejrzanego mają zgodne cechy klasowe, podobne zużycie oraz te same indywidualne uszkodzenia, a przy tym nie ma wyraźnych różnic, których nie dałoby się jakoś wytłumaczyć, no to biegły może wskazać, że z dużym prawdopodobieństwem właśnie ta opona zostawiła ten ślad.
16:43
Innymi słowy, odcis, który na pierwszy rzut oka mówi tylko, że jakiś samochód tędy przejechał, po takim profesjonalnym odczytaniu może powiedzieć coś znacznie dokładniejszego, że tędy przejechał prawdopodobnie ten konkretny samochód.
16:58
Jednak przy analizie śladu z okolicy domu Jessica Lloyds specjaliści nie mają łatwego zadania, bo cisk nie jest idealny. Mimo to eksperci z Ministerstwa Transportu i z Policji Federalnej ustalają dwie rzeczy. Po pierwsze, markę i model opony, to jest Toyo Country HT. Po drugie, że taki ślad mógł zostawić jeden z zaledwie trzech typów pojazdów.
17:23
To wciąż są cechy klasowe, czyli informacja w stylu takich opon jeżdżą po Kanadzie tysiące, ale krąg poszukiwań właśnie się zawęził. Teraz brakuje jeszcze najważniejszego, a mianowicie samochodu, który zostawił te ślady. Tylko jak go znaleźć? Kilka dni po zniknięciu Jessica Lloyd 4 lutego 2010 roku grupa zadaniowa organizuje punkt kontrolny na ruchliwej autostradzie niedaleko jej domu.
17:54
To rutynowa metoda. Policjanci zatrzymują przejeżdżające samochody i pytają kierowców, czy w okolicy nie widzieli czegoś albo kogoś podejrzanego. A przy okazji uważnie przyglądają się bieżnikom opon i ludziom za kierownicą.
18:09
I wśród zatrzymanych aut jest ciemny SUV Nissan Pathfinder. Samochód podjeżdża do punktu kontrolnego zaledwie kilka minut po tym jak policjanci rozstawili blokadę. Funkcjonariusze od razu zwracają na niego uwagę, bo Pathfinder należy do jednego z trzech typów pojazdów, których szukają. No i do tego ma opony Toyo Country HT, dokładnie takie jak te, które zostawiły ślad pod domem Jessica.
18:36
Za kierownicą siedzi spokojny, uprzejmy mężczyzna przed 50. Mówi funkcjonariuszom, że pracuje w pobliskiej bazie wojskowej i często jeździ tą drogą. Pytany o zaginioną kobietę twierdzi, że jej nie zna. Po chwili odjeżdża. Nikt go nie zatrzymuje, ale policjanci notują, że tego człowieka trzeba sprawdzić.
18:56
Miejsce, o którym wspomniał kierowca to jest baza sił zbrojnych Kanady w Trenton w prowincji Ontario. Największa i najbardziej ruchliwa baza lotnicza w kraju. No to stąd startują potężne wojskowe samoloty transportowe, stąd koordynowano most powietrzny do Afganistanu i dostawy zaopatrzenia dla kanadyjskich misji na świecie. Kiedy trzęsienie ziemi obróciło w gruzy Haiti, no to właśnie z Trenton wysyłano pomoc.
19:24
Na razie trop jest słaby. Sam fakt, że ktoś jeździ ciemnym Nissanem Pathfinderem nie dowodzi jeszcze, że ma cokolwiek wspólnego ze zniknięciem Jessica Lloyd. A nawet jeśli to jego opony odcisnęły się w pobliżu jej domu, oto wciąż mógł zatrzymać się tam przypadkowo.
19:44
Trzeba więc wezwać go na policję i przesłuchać. Trzy dni po zniknięciu kobiety, 7 lutego 2010 roku, mężczyzna dobrowolnie stawia się na komendzie w Odtawie i spokojnie zasiada w pokoju przesłuchań. Rzecz w tym, że nie jest szeregowym pracownikiem bazy wojskowej w Trenton, jest jej komendantem.
20:05
Tak oto śledczy mają przed sobą pułkownika Russella Williamsa, dowódcę największej bazy lotniczej w Kanadzie, któremu podlega blisko 3 tysiące ludzi. Jego kariera zawodowa jest spektakularna. Zanim został komendantem bazy, latał jako pilot maszyn przewożących najważniejsze osoby w państwie. Pilotował samoloty, na których pokładzie podróżowali m.in. królowa Elżbieta II, premier Kanady, zagraniczni dygnitarze. W wojsku uchodził za oficera zdyscyplinowanego, powszechnie szanowanego i mającego nieskazitelną opinię.
20:43
Za kogoś, komu bez wahania powierzano ludzi sprzęt wart miliardy dolarów i bezpieczeństwo głów państw.
20:50
Jednocześnie był szanowanym obywatelem. Wraz z żoną miał dom w Ottawie, gdzie spędzał zwykle weekendy. W ciągu tygodnia roboczego mieszkał jednak sam w drugiej posiadłości, położonej około 60 km od bazy lotniczej. Ten dom kupiony przez Williamsa w 2004 roku znajdował się w Tweed, w tej samej miejscowości, w której we wrześniu 2009 roku ktoś napadł na dwie kobiety.
21:17
Nic więc dziwnego, że ta kolejna już zbieżność wzbudziła czujność śledczych. Zaczynało się tego robić zbyt dużo, żeby uznać to wszystko za przypadek. Nie pozostawało nic innego jak zarzucić sieci na Williamsa. Tyle, że dowody, które policja zgromadziła na tym etapie stanowiły mocny punkt zaczepienia, ale wciąż były zbyt słabe, by przesądzić o winie. Ślady butów czy opon są bardzo użyteczne, ale daleko im do niemal stuprocentowej wiarygodności, którą może dawać dobrze zabezpieczone i poprawnie zinterpretowane DNA.
21:57
Dawniej dowodom opartym na traseologii ufano znacznie mocniej. Przełom w podejściu do nich nastąpił po 2009 i 2016 roku pod wpływem dwóch raportów przygotowanych przez Amerykańską Narodową Akademię Nauk oraz Prezydencką Radę Doradców do Spraw Nauki i Technologii.
22:17
Dokumenty te bezlitośnie pokazały, że tej metodzie brakuje solidnych fundamentów statystycznych, a deklarowanie przez biegłych całkowitej pewności jest naukowo nieuzasadnione.
22:28
Właśnie dlatego eksperci nie powinni już twierdzić przed sądem, że zabezpieczony odcisk pasuje do podejrzanego z absolutną pewnością i wyklucza wszystkie inne egzemplarze na świecie. Mogą porównywać wzory bieżnika, analizować unikalne uszkodzenia, oceniać stopień zgodności i mówić o prawdopodobieństwie. Dla ekipy śledczej oznacza to jedno. Odcisk z miejsca zdarzenia jest drogowskazem, ale nie ostatecznym dowodem. A ten ostateczny dowód w sprawie Williamsa wciąż jeszcze się nie pojawił.
23:03
Dlatego zanim śledczy zaproszą pułkownika na przesłuchanie, uzyskują u prokuratora nakaz rewizji w obu jego domach. Nie wkraczają do nich od razu, żeby nie spłoszyć podejrzanego. Czekają aż Williams stawi się na komendzie w Ottawie, no i dopiero wtedy rozpoczynają przeszukiwania. Słuchasz podcastu Laboratorium Zbrodni.
23:26
Tak więc 7 lutego 2010 roku akcja toczy się równolegle w trzech miejscach. Policja wie, że jeśli podczas rewizji w domach Williamsa nie znajdzie żadnych dowodów, śledztwo może znów utknąć w martwym punkcie. A ponieważ śledczy są przekonani, że pułkownik nie ma czystego sumienia w sprawie zniknięcia Jessica Lloyd, są zdeterminowani, żeby zdobyć dowody także podczas przesłuchania. No i co nie mniej ważne, zrobić to w taki sposób, żeby nie można było ich później zakwestionować w sądzie.
24:02
Detektyw, który bierze na siebie to zadanie ma przed sobą jedno z trudniejszych wyzwań w swojej karierze. Żeby wejść do głowy tak silnego i zdyscyplinowanego człowieka jak pułkownik Williams musi sięgnąć po wyrefinowane narzędzia psychologiczne, konkretnie po tak zwaną metodę Raida. Powstała ona jako odpowiedź na wcześniejszą technikę przesłuchań nazwaną badaniem trzeciego stopnia. Pod tym eufemizmem kryło się wymuszanie zeznań za pomocą przemocy fizycznej i psychicznej.
24:35
W 1947 roku John i Ray, były policjant Chicago i ekspert od wykrywaczy kłamstw, zaproponował nową, pozbawioną brutalności alternatywę opartą na manipulacji psychologicznej.
24:49
Podstawowe założenie metody Raida jest proste. Złamać opór psychiczny człowieka i doprowadzić do przyznania się do winy za pomocą kilku ściśle określonych kroków. Wszystko zaczyna się od bezpośredniej konfrontacji. Śledczy już na początku oznajmia podejrzanemu, że policja ma niezbite dowody jego winy i że gra jest skończona.
25:13
Kolejny, kluczowy etap to tak zwana minimalizacja. Przesłuchujący nie potępia sprawcy, przeciwnie, buduje z nim nić porozumienia i podsuwa psychologiczne usprawiedliwienie dla zbrodni. Sugeruje, że to był impuls, wynik potężnego stresu albo nieszczęśliwy wypadek.
25:30
Jednocześnie policjant konsekwentnie ucina każdą próbę zaprzeczenia, stopniowo odbierając podejrzanemu nadzieję, że zdoła kogokolwiek oszukać. Całość ma doprowadzić do momentu, w którym przesłuchiwany ma wybrać jeden z dwóch podsuniętych przez przesłuchującego scenariuszy. Na przykład, zrobił pan to z zimną krwią, czy to po prostu wymknęło się spod kontroli? Oba warianty oznaczają przyznanie się do winy, ale jeden brzmi łagodnie.
26:01
Jeśli podejrzany wybierze ten lepszy wariant, no to wpada w pułapkę.
26:06
No tyle, że naprzeciwko śledczego tym razem siedzi doświadczony żołnierz. Człowiek przyzwyczajony do dyscypliny, opanowany i odporny na stres. Klasyczny, bardziej agresywny wariant metody Raida, rozpoczynający przesłuchanie od ostrej konfrontacji, mógłby wywołać u Williamsa natychmiastowy opór i milczenie. Policja musi więc zmodyfikować tę technikę, rozegrać wszystko cierpliwie, bez nacisków i z absolutnym spokojem. To przesłuchanie ma przypominać raczej pojedynek umysłów niż próbę przyparcia podejrzanego do muru.
26:41
Prowadzi je sierżant Jim Smith, detektyw z jednostki nauk behawioralnych policji prowincji Ontario. Ma on 15-letnie doświadczenie w dochodzeniach dotyczących przestępstw z użyciem przemocy. To jest wytrawny gracz, który dysponuje szeroką wiedzą z zakresu psychologii kryminalnej. No i umie z niej korzystać. 10-godzinna rozmowa, którą przeprowadzi z Williamsem przejdzie do historii kanadyjskiej kryminalistyki jako przesłuchanie niemal modelowe.
27:14
Jej przebieg znamy ze szczegółami, bo zapis jest publicznie dostępny.
27:18
Russell Williams podejmuje rozmowę z dużą pewnością siebie. Na nagraniu widać człowieka spokojnego, momentami niemal rozbawionego. Nigdy nie byłem w takim pokoju, rzuca zerkając w górę na kamerę. Smith konsekwentnie unika konfrontacji. Proponuje kawę, rozmawia spokojnie i zaznacza, że kieruje się prostą zasadą, traktuje ludzi z szacunkiem i oczekuje tego samego w zamian.
27:42
Długo nie przychodzi do rzeczy. Najpierw buduje relacje. Pyta o karierę, rodzinę, bazę wojskową i trasę, którą Williams jeździ zwykle do domu. Nie naciska. Pozwala mu mówić, obserwuje jego reakcję i czeka, aż rozmówca sam zacznie zawężać sobie pole manewru.
28:02
Dopiero kiedy podejrzany jest już rozluźniony i przekonany, że panuje nad sytuacją, Smith zaczyna zmieniać kierunek rozmowy. Nie rzuca oskarżeń, zamiast tego spokojnie dokłada kolejne fakty. Ślady opon znalezione przy posesji Jiski Lloyd, ten sam typ opon w Pathfinderze Williamsa, słów widziany tej nocy w pobliżu domu zaginionej kobiety, zgodny rozstaw kół. Williams zaprzecza, że zjeżdżał z drogi i próbuje trzymać się wersji, w której wszystko da się jeszcze wyjaśnić jako zbieg okoliczności, ale z każdym kolejnym dowodem ta wersja staje się coraz mniej wiarygodna.
28:41
A potem Smith wyjmuje asa z rękawa. Wychodzi z pokoju i wraca z nowym dowodem. Kładzie przed Williamsem odcisk buta zabezpieczony za domem Jessica Lloyd w nocy z 28 na 29 stycznia.
28:57
Obok kładzie odbitkę podeszwy buta, który Williams zdjął z własnej nogi zaledwie chwilę wcześniej, na prośbę śledczych. Tłumaczy, że ślady obuwia, podobnie jak odciski palców, można porównywać i mówi wprost, te są identyczne. Pańskie auto podjechało tamtej nocy pod dom Jessica Lloyd. Pańskie buty poszły na tyły tej posesji.
29:24
Potem dokłada resztę. Mówi, że w domu Williamsa w Ottawie trwa właśnie przeszukanie i że jego żona już wie co się dzieje. Przeszukiwany jest też dom w Tweed. Samochód został zabezpieczony. Nieznane męskie DNA z ciała Marie-France Comot prawdopodobnie jeszcze tego samego wieczoru zostanie dopasowane do jego profilu DNA.
29:47
Wreszcie Smith odzywa się bardzo spokojnie, niemal łagodnie. Obaj wiemy, że był pan w domu Jessica Lloyd, a ja muszę wiedzieć dlaczego. I wtedy na nagraniu zapada długa, ciężka cisza, a Smith jej nie przerywa. Czeka. W końcu pyta, czy Jessica da się odnaleźć. Pyta raz, drugi, trzeci.
30:15
A potem pułkownik Russell Williams cichym głosem prosi o mapę i deklaruje, że doprowadzi policję do ciała zamordowanej przez siebie kobiety. Śledczy mają już dowód, który spodziewali się zdobyć. A pułkownik dotrzymuje słowa, wskazuje miejsce przy bocznej drodze pod tweet niedaleko jego domu. To tam następnego dnia policja znajduje ciało Jessica Lloyd. Po prawie dwóch tygodniach poszukiwań rodzina dostaje najgorszą z możliwych odpowiedzi.
30:50
A przesłuchanie wciąż trwa. Williams opowiada detektywowi Smithowi o ostatnich godzinach Jessica Lloyd. Napadł na nią w jej własnym domu, a potem przewiózł samochodem do swojego domku w Tweed. Tam przetrzymywał ją przez wiele godzin i wielokrotnie gwałcił. Jessica przez cały czas wierzyła, że jeśli będzie współpracować, to przeżyje. W chwili, gdy oprawca wyprowadzał ją na zewnątrz, była przekonana, że wreszcie ją wypuszcza. Wtedy uderzył ją w tył głowy tą samą latarką, której wcześniej używał, następnie udusił.
31:24
Ciało zawinął w pokrowiec, okleił srebrną taśmą i wcisnął za duży głaz kilkanaście metrów od krawędzi szosy. Wszystko to działo się w czasie, gdy w mediach trwały apele, a nad okolicą latał policyjny helikopter.
31:38
Tymczasem w pokoju przesłuchań Williams mówi dalej. Przyznaje się nie tylko do zabójstwa Jessica Lloyd, ale też do zamordowania Marie-France Coman, żołnierki, z którą pracował w bazie wojskowej. Do tego dodaje jeszcze dwie napaści seksualne na kobiety w tweet.
31:57
Potem do śledczych zaczynają napływać wyniki rewizji w obu domach sprawcy i szybko staje się jasne, że zabójstwa i napaści, do których się przyznał, były tylko częścią tego, czego dopuszczał się przez całe lata.
32:14
W domu w Ottawie nad sufitem w piwnicy policja znajduje dwa ukryte dyski twarde. Williams był obsesyjnie skrupulatny. Latami dokumentował swoje przestępstwa. Tysiące zdjęć skatalogowanych, opisanych i poukładanych w foldery z datami. To dzięki tej jego własnej kartotece śledczy odtworzą skalę działań, która przerośnie wszystko czego się spodziewali.
32:42
Bo zanim William zaczął napadać i zabijać, przez lata włamywał się do domów. W sumie miał na koncie 82 włamania i próby włamań. Co więcej, większości z nich nigdy nie zgłoszono, bo ofiary nie miały pojęcia, że ktoś był w ich domu. Włamywał się głównie nocą, kradł kobietom i dziewczętom bieliznę, a potem fotografował się w niej, czasem także w elementach wojskowego munduru i wszystko to archiwizował.
33:08
I tu pojawia się pytanie, które zadawali sobie wszyscy, śledczy, psychiatrze, dziennikarze i ludzie z otoczenia pułkownika. Jak to możliwe, że człowiek na takim stanowisku, z takim życiorysem przez całe lata prowadził drugie życie, a nikt tego nie zauważył?
33:26
Otóż sylwetka Williamsa łamie obiegowy obraz seryjnego mordercy, który zresztą bardzo często okazuje się fałszywy. Nie był odludkiem ani społecznym wyrzutkiem, był mężem, dowódcą i oficerem cieszącym się powszechnym zaufaniem. Psychiatrzy sądowi mówili w jego przypadku o kompartymentalizacji, czyli zdolności do trzymania sprzecznych obszarów życia w takich oddzielnych przegródkach.
33:52
Chodzi o to, że jedna część życia nie przenika do drugiej. Codzienność męża, oficera i przełożonego pozostaje oddzielona od tego, co ten sam człowiek robi nocą. To mechanizm, który ma zmniejszać dysonans poznawczy i psychiczny dyskomfort. Eksperci badający podobne przypadki przyznają, że taka zdolność oddzielania światów nie jest u tego typu sprawcą czymś wyjątkowym.
34:18
Udyżająca jest jeszcze jedna rzecz. U Williamsa wszystko zaczęło się późno i potoczyło zaskakująco szybko. Wielu przestępców seksualnych zaczyna w okolicach 20 roku życia. On włamania na poważnie rozkręcił dopiero po 2006 roku, gdy już był po 40. Od kradzieży bielizny do gwałtów i morderstw przeszedł w ciągu zaledwie 3 lat.
34:42
Jeden z psychiatrów porównał to do nagłego załamania, tak jakby człowiek, który nigdy nie sięgał po używki, z dnia na dzień rzucił się na wszystkie naraz.
34:52
Zastanawia również jego obsesyjna potrzeba dokumentowania wszystkiego tego. Po co sprawca fotografuje i archiwizuje dowody, które mogą go pogrążyć? Zdaniem psychiatrów sądowych wielu takich przestępców gromadzi zdjęcia i pamiątki po to, żeby później wracać do swoich czynów i przeżywać je na nowo.
35:12
Doktor Angela Hegarty, psychiatra sądowa, w komentarzach dla mediów mówiła o tak zwanym efekcie Prusta. Impulsie, który przywołuje z pamięci dawne przeżycie, tak jak smak ciastka maczanego w herbacie, przywoływał u Marcela Prusta wspomnienia z dzieciństwa. Williams nie zbierał dowodów, on po prostu zbierał dla siebie wspomnienia.
35:35
18 października 2010 roku w sądzie w Belleville pułkownik Russell Williams przyznał się do wszystkich 88 stawianych mu zarzutów. Były wśród nich dwa zabójstwa pierwszego stopnia, dwie napaści seksualne, dwa przypadki bezprawnego przetrzymywania oraz 82 włamania i próby włamań.
35:57
Przez dwa dni prokurator przedstawiał zebrane dowody. To była najtrudniejsza część procesu, bo opierała się w dużej mierze na własnej dokumentacji Williamsa, jego zdjęciach i nagraniach. To był widok, który wiele obecnych na sali osób wspominało potem jako najgorszy w swoim życiu. Część rodzin i jedna z ofiar wyszły z sali.
36:21
21 października 2010 roku zapadł wyrok. Za każde z dwóch zabójstw Williams dostał dożywocie bez możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie przez 25 lat. Do tego sąd dołożył kary za pozostałe przestępstwa. Po 10 lat za każdą z napaści seksualnych i po roku za każde włamanie. Sędzia nie pozostawił złudzeń co do tego jak ocenia skalę i charakter tych czynów.
36:49
Potem ruszyła machina, która wymazała Williamsa z wojska. Dzień po wyroku odebrano mu stopień oficerski. 10 grudnia 2010 roku Russell Williams został oficjalnie wydalony z kanadyjskich sił zbrojnych. Odebrano mu też odznaczenia i symbolicznie zniszczono dokumenty jego oficerskiej nominacji. Tak skończyła się ta jego błyskotliwa kariera.
37:13
Pozostaje jeszcze wątek, od którego zaczęliśmy ten odcinek podcastu. W noc zniknięcia Jessica Lloyd, policjantka, stoi pod jej domem, widzi nietypowo zaparkowanego SUVa i odjeżdża, nie spisawszy numeru rejestracyjnego. Dziś wiemy, że mogło to być auto Williamsa, a Jessica wtedy jeszcze żyła. Tego nie da się już niestety odwrócić. Publiczna krytyka spadła jednak nie tyle na samą funkcjonariuszkę, ile na policję jako instytucję.
37:47
I policja długo musiała się z tego tłumaczyć.
37:51
Russell Williams do dziś odbywa karę dożywocia w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Port Cartier w Quebecu. Jego żona, która twierdziła, że o niczym nie wiedziała, rozwiodła się z nim w 2014 roku.
38:05
No i to tyle na dziś. Dziękujemy Państwu za wysłuchanie tego odcinka Laboratorium Zbrodni.
38:12
Kolejny znajdą Państwo w każdy piątek na Spotify, stronie Polskiego Radia, no i wszędzie tam, gdzie lubią Państwo słuchać podcastów. Oczywiście zachęcamy też do sięgnięcia po poprzednie odcinki naszej serii.
38:24
A teraz do usłyszenia.
38:28
Laboratorium Zbrodni. Nauka w służbie kryminalistyki.
38:31
To był podcast Aleksandry i Piotra Stanisławskich, twórców Crazy Nauki.
38:40
To był podcast Polskiego Radia. Więcej naszych podcastów znajdziesz na polskieradio.pl i we wszystkich innych miejscach, gdzie słuchasz podcastów.